Wyprawa do Wielkiej Brytanii (25.06. – 01.07. 2008r.)

WYPRAWA DO WIELKIEJ BRYTANII (25.06. – 01.07.2008r.)

Godzina piąta rano, środa 25 Czerwca 2008 roku. W kolejce do odprawy biletowej lotniska im. Lecha Wałęsy w Rębiechowie stoją studenci wydziału Nawigacji Akademii Morskiej w Gdyni. W końcu, po ponad półrocznych przygotowaniach, spełniło się ich marzenie o zorganizowaniu wyprawy naukowej do Wielkiej Brytanii.

Uczestnikami wyjazdu była grupa 11 studentów, członków koła naukowego „Nawigator” działającego przy Katedrze Nawigacji, na wydziale Nawigacyjnym AM w Gdyni. W wyprawie uczestniczyło również dwóch nauczycieli akademickich – dr hab. inż. kpt. ż. w. Adam Weintrit, oraz mgr Piotr Kabziński.

Koszty wyjazdu zostały w pełni pokryte z pieniędzy jakie udało się zdobyć od sponsorów. Firmy, które zgodziły się sponsorować wyprawę działają na terenie Trójmiasta. Były to: Okrętownictwo i Żegluga sp. Z.O.O. , Enamor sp. Z.O.O. , Morska Agencja Gdynia, Jeppesen Poland, Bernard Schulte Group, oraz Studium Doskonalenia Kadr Akademii Morskiej w Gdyni. Wyjazd nie udałby się gdyby nie pomoc JM Rektora Akademii Morskiej prof. Józefa Lisowskiego, który zgodził się pokryć koszty biletów lotniczych, oraz prorektora prof. Romualda Cwilewicza, który opiekował się działalnością kół naukowych działających na terenie uczelni.

Naszym pierwszym celem było odwiedzenie Admiralicji Brytyjskiej. Po przylocie na lotnisko London – Luton, niezwłocznie udaliśmy się na największy dworzec autobusowy w stolicy Anglii i po zakupie biletów oraz krótkim odpoczynku rozpoczęliśmy podróż w kierunku miasta Taunton w hrabstwie Sommerset w Kornwalii. Na miejsce dotarliśmy późnym popołudniem, bardzo zmęczeni i jednocześnie podekscytowani mnogością wrażeń jakich dostarczyła nam podróż. Po zakwaterowaniu wszystkich w pokojach hotelowych pięknego Blorenge House (starego pałacyku o bardzo przytulnej atmosferze i przemiłej obsłudze) zjedliśmy upragnioną kolację, oraz udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Następnego dnia czekała nas przecież wizyta w siedzibie British Admiralty.

Kolejny dzień przywitał nas piękną, gorącą pogodą. Po zjedzeniu bardzo skromnego „angielskiego śniadania” wyruszyliśmy spacerem do siedziby Admiralicji. Przemierzając ulice starego Taunton budziliśmy duże zainteresowanie mieszkańców. Nic dziwnego, ubrani byliśmy przecież w galowe mundury Akademii Morskiej i w trzynastoosobowej grupie wyglądaliśmy naprawdę ciekawie. Takie samo wrażenie musieliśmy wywrzeć na strażniku głównej bramy Admiralicji ponieważ bez wahania wpuścił nas na teren obiektu. Oczywiście nasz przyjazd był od dawna uzgodniony z przedstawicielami Brytyjskiego Biura Hydrograficznego, dlatego od razu otrzymaliśmy identyfikatory i rozpoczęliśmy zwiedzanie jednego z najbardziej strzeżonych obiektów w całej Wielkiej Brytanii. Jak zapewne większości ludzi morza wiadomo, Admiralicja Brytyjska produkuje mapy nawigacyjne oraz wszelkiego rodzaju pomoce nawigacyjne używane na większości statków handlowych całej światowej floty. Z racji iż jest to jednocześnie jednostka Ministerstwa Obrony Narodowej Wielkiej Brytanii, praktycznie nikt poza pracownikami niema tam wstępu. Dla naszej wyprawy przygotowany został jednak bardzo ciekawy, długi i szczegółowy plan zwiedzania całej instytucji. Rozpoczęliśmy od spotkania z Panem Keith’em Spauldingiem, który przedstawił nam z grubsza zasadę działania UKHO (United Kingdom Hydrographic Office). Później odwiedziliśmy niesamowicie ciekawe archiwum tejże instytucji. Oglądaliśmy tam takie skarby jak autentyczne mapy Jamesa Cooka, oraz bardzo wiele innych autentycznych dokumentów obrazujących życie na morzu sprzed wieków. Jedną z większych ciekawostek była możliwość obejrzenia jak zmieniał się dany akwen na przestrzeni wielu lat. Ciekawość budziły również wzmianki o wielu autentycznych mapach na których zaznaczone jest położenie ciągle niewydobytych wraków, lub nawet ukrytych skarbów…

Kolejne etapy naszego zwiedzania nie dotyczyły już tak romantycznych dziedzin pracy na morzu. Mieliśmy możliwość zapoznania się z procesem powstawania nowoczesnej elektronicznej mapy nawigacyjnej (ENC – Electronic Navigation Chart), dowiedzieliśmy się czym różnią się mapy rastrowe od wektorowych, oraz jak wygląda przyszłość rozwiązań technicznych w nawigacji na morzu. Wszystko wskazuje na to, że niedługo mapy papierowe, przenośniki i ołówki staną się tylko zapasowym ekwipunkiem na statku. Tak samo jak w obecnych czasach sekstant lub chronometr. Po zrozumieniu jak wygląda zaplecze powstawania wszystkich tych niezbędnych do bezpiecznego prowadzenia statku materiałów, zobaczyliśmy również jak wygląda ich produkcja w supernowoczesnej drukarni. Aby zobrazować jak wielkim wymaganiom musi ona sprostać wystarczy powiedzieć że obszar pokrycia jaki zapewniają mapy nawigacyjne admiralicji brytyjskiej wynosi 100% powierzchni wód kuli ziemskiej, a mapy te można zamówić do każdego portu świata.

Na koniec spotkaliśmy się ponownie z p. Spauldingiem który opowiedział nam o swojej pracy, oraz wyraził swoje zadowolenie z naszej wyprawy. Należy również wspomnieć o przemiłej Pani Janice Mann która towarzyszyła nam przez cały dzień spędzony w UKHO.

Po wymianie podarunków(każdy z nas otrzymał replikę starej mapy Tamizy, a przedstawiciele UKHO otrzymali pamiątki przywiezione z Akademii Morskiej) wróciliśmy do cichego hotelu i resztę dnia spędziliśmy na odpoczynku.

Kolejny dzień minął pod znakiem podróży z Taunton do Londynu. Bardzo dobre wrażenie wywarł na nas transport autokarowy w Wielkiej Brytanii. Kładzie się tam bardzo duży nacisk na bezpieczeństwo i komfort podróży pasażerów. Oczywiście nie można zapominać o tym, że ceną takiego traktowania jest duży koszt biletów. Niestety, w Wielkiej Brytanii najdroższe są : transport i zakwaterowanie. Po dotarciu do Londynu odnaleźliśmy nasz hotel przy Cromwell Road i wieczór spędziliśmy na odpoczynku.

Następnego dnia mieliśmy w planie odwiedzenie większości ważnych obiektów Londynu oraz jednego z głównych celów naszej podróży – The Royal Greenwich Observatory. Przemierzając zatłoczone ulice Londynu udało nam się zobaczyć zmianę warty przy pałacu Buckingham, obejrzeć stare warowne więzienie – Tower of London, oraz niezliczone piękne budynki jakich pełen jest Londyn a których nazw nie udało się zapamiętać. W końcu, po południu, dotarliśmy do Greenwich. Zwiedziliśmy tam muzeum urządzeń nawigacyjnych oraz poznaliśmy historię powstanie południka zerowego. Ponownie, jako duża grupa ubrana w podobne stroje (koszulki z logiem Akademii Morskiej) budziliśmy powszechne zainteresowanie oraz sympatię ze strony innych zwiedzających oraz pracowników obiektów które odwiedzaliśmy. Po dociekliwym zwiedzeniu obserwatorium udaliśmy się na rejs Tamizą w kierunku centrum Londynu. Po drodze mieliśmy okazję przyjrzeć Londynowi od strony rzeki i zobaczyć sławne Lofty – stare magazyny i składy przerobione na nowoczesne mieszkania i apartamenty. Jednym z zabawniejszych momentów była rozmowa z kapitanem promu którym płynęliśmy. Tłumaczył nam gdzie jest dziób a gdzie rufa statku i do czego służy kompas. Cierpliwie wysłuchaliśmy tych niesamowitych informacji i z dobrym humorem zeszliśmy z pokładu promu prosto do centrum Londynu.

Następny dzień przeznaczony był na bardzo zasłużony odpoczynek. Uczestnicy wyprawy spędzali go na zakupach, indywidualnym zwiedzaniu, oraz odpoczynku w licznych i pięknych parkach stolicy Wielkiej Brytanii. Wieczorem, po obejrzeniu finału mistrzostw Euro 2008, mieliśmy okazję zobaczyć jak wyglądała wielka radość Hiszpanów oraz sympatyków Hiszpanii, którzy świętowali zwycięstwo nad Niemcami. Dużą radość wywarł na nas widok Hiszpanów bawiących się na Trafalgar Square, świętujących swoje zwycięstwo, pod pomnikiem Nelsona. Dzięki temu przekonaliśmy się, że Londyn, miejsce w którym można spotkać przedstawicieli praktycznie każdej nacji i każdego narodu świata, jest wolny od uprzedzeń. Jest to miasto wielkiej tolerancji i wielkich możliwości dla każdego kto ma ambicję i siłę (a tej potrzeba bardzo wiele aby znieść nieustający tłok i tempo życia tego miasta).

W poniedziałek, następnego dnia, zaplanowaliśmy wizytę w IMO (International Maritime Organization). Jest to agenda ONZ, zajmująca się wszystkimi sprawami dotyczącymi gospodarki morskiej oraz bezpieczeństwa żeglugi. Tego dnia miała się właśnie rozpocząć sesja NAV. Jej głównym tematem było bezpieczeństwo żeglugi. Prof. Weintrit, będąc członkiem Polskiej reprezentacji w IMO, zdołał załatwić nam możliwość uczestnictwa w rozpoczęciu sesji.

Było to niesamowite przeżycie móc uczestniczyć w obradach na tak wysokim szczeblu. Po raz kolejny nasz wizerunek budził powszechną sympatię oraz życzliwą ciekawość. Okazało się że w siedzibie organizacji zajmującej się tylko sprawami morskimi, byliśmy jedyną grupą w mundurach marynarki handlowej. W trakcie rozpoczęcia sesji zostaliśmy oficjalnie przywitani przez prowadzącego obrady. W przerwie, udało nam się spotkać z sekretarzem generalnym IMO – Panem Efthimios E. Mitropoulos’em. Podziękował nam za przybycie, oraz w trakcie rozmowy gorąco zachęcał do rozwijania naszych morskich zainteresowań oraz pozostania w morskim „biznesie”. Dla wielu z nas był to zastrzyk ambicji oraz utwierdzenie się w słuszności wyboru jakim było podjęcie nauki w Akademii Morskiej na kierunku Nawigacja. Po spotkaniu zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie z Sekretarzem Generalnym oraz wręczyliśmy mu pamiątkową tablicę od Rektora Akademii Morskiej. Kolejnym miejscem jakie odwiedziliśmy w siedzibie IMO było IMO Knowledge Centre. Miejsce do, którego spływają informacje dotyczące wszelkich spraw związanych z morzem z całego świata. Informacje te są później przetwarzane, katalogowane oraz archiwizowane na potrzeby pracy organizacji. Ostatnim miejscem w siedzibie IMO jakie odwiedziliśmy było oficjalne miejsce odpoczynku delegacji wszystkich krajów członkowskich. Pozytywne wrażenie wywarł na nas duży model Daru Młodzieży. Zdecydowanie jeden z ciekawszych elementów będących ozdobą tego miejsca. Z dumą przyglądaliśmy się również pomnikowi marynarzy będącego jednocześnie symbolem siedziby IMO. Czuliśmy się ważni i poważani ponieważ praca całej tej instytucji miała na celu przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa ludziom morza – którymi w przyszłości, po ukończeniu studiów, mamy się stać.

Po wizycie w siedzibie IMO odwiedziliśmy siedzibę The Nautical Institute. Dowiedzieliśmy się tam na czym polega działanie tej organizacji oraz jak ważna jest wiedza praktyczna dla ludzi na morzu. Zostaliśmy gorąco zachęceni do wstąpienia w szeregi tej instytucji i z pewnością wielu z nas rozważa teraz poważnie czy rzeczywiście tego nie zrobić.

Po zakończeniu wizyty w Nautical Institute podzieliliśmy się na mniejsze grupy aby kontynuować zwiedzanie. Bardzo duże wrażenie zrobiło na nas The British War Museum. Dzięki temu, że zwiedzaliśmy to miejsce w mundurach , wielu turystów myliło nas z marynarzami floty wojennej i przyglądali się nam z taką ciekawością i respektem jakbyśmy byli żywą ekspozycją poruszającą się miedzy salami muzeum. Wielu z nich pytało się skąd jesteśmy, a my, z zadowoleniem wyprowadzaliśmy ich z błędu i tłumaczyliśmy że nie należymy do żadnej z marynarek wojennych i jesteśmy studentami Akademii Morskiej w Gdyni.

Po powrocie do hotelu przygotowaliśmy się do powrotu do Polski. Kolejny dzień minął pod znakiem podróży do domu oraz ostatnich krótkich spacerów po Londynie i kupowaniu mnóstwa pamiątek dla rodzin i znajomych.

Wyprawa ta z pewnością zostanie zapamiętana przez nas na całe życie. W ciągu tygodnia udało nam się zwiedzić tyle miejsc i zdobyć tyle wiedzy ile nie udałoby nam się zdobyć w normalnych warunkach przez miesiąc. Każdy z nas zna teraz zaplecze działalności organizacji związanych z morzem. Dzięki temu, stojąc w przyszłości na mostku statku, będzie wiedział jak wielu ludzi pracuje na lądzie nad tym aby on mógł czuć się bezpieczny. Niewątpliwie też wielu z nas kiedyś znajdzie swoje miejsce wśród pracowników IMO, UKHO lub Nautical Institute.

To wielkie przedsięwzięcie z pewnością nie udałoby się gdyby nie wielka pomoc ze strony władz uczelni. Rektora Józefa Lisowskiego oraz Prorektora do spraw nauki – prof. Romualda Cwilewicza. Wspomogli nas oni zapewniając największą część środków potrzebnych na wyjazd oraz zapewniając ubezpieczenie członków wyprawy.

Niewątpliwie wielkie podziękowania należą się również prof. Adamowi Weintritowi, który był głównym inicjatorem wyprawy, oraz opiekunem koła naukowego przez cały rok jego działalności i w trakcie wyprawy. Jest to człowiek budzący zaufanie oraz umiejący radzić sobie z młodzieżą. Z pewnością ma w sobie żyłkę pedagoga i mentora pod opieką którego ukończymy studia na najwyższym poziomie będąc w pełni przygotowani do rozpoczęcia kariery na morzu.

Autor: Robert Bursiewicz